Archive for Marzec, 2012


Lipa panie.

Dzisiejszy dzień powitałem jakże optymistyczną konstatacją, że jestem w głębokiej dupie. Tak głębokiej, że już migdałki widać. Emocjonalnie doszedłem do pewnego ładu, jednak rzeczywistość jebnęła jak zwykle prosto w twarz. Z glana. O ile psychicznie problemów brak, to uczelnie przypomniała o swojej obecności w jakże subtelny sposób. Na jutro projekt, kartkówa, sprawozdanie i cholera wie co jeszcze. Się, kurwa, życia uczuciowego zachciało, z głową w chmurach łaziło, to teraz trzeba zbierać wszystko do kupy.

Niech mnie jakiś przystojny przytuli, albo w cholerę coś dziś rozniosę.

Znów osobista notka. Chyba jednak więcej takich będzie. Może na weekendzie skrobnę coś bardziej konstruktywnego. O ile metrologia mnie nie zabije.

Reklamy

Jak świat zmienia ludzi

Ostatnio sporo się u mnie działo. Aż dwa posty napisałem, które zawierają podejrzanie dużo wynurzeń osobistych, a miałem nie uprawiać internetowego ekshibicjonizmu. Ale chyba nie jest jeszcze tak źle, więc zostawiam je, niech sobie wiszą.
Zwróciłem uwagę, że więcej piszę kiedy targają mną jakieś emocje… Ciekawe czy każdy tak ma?

Dzisiaj będzie jednak o czymś zgoła innym (choć nieco powiązanym). Wewnętrzne rozterki autora doprowadziły do wielu rozmów ze znajomymi i przyjaciółmi, co z kolei wywołało refleksje często różne od przewidzianych. Autor dowiedział się czegoś o sobie, ale także o otaczającym go świecie. I na tej drugiej sprawie postanowił się skupić.
Jak już nieraz przytaczał, ma świat za miejsce złe, a społeczeństwo za byt głęboko tępy. Kolejne dowody tego dostał ostatnio.
Rozmowa z kumplem, chyba człowiekiem znanym autorowi najdłużej (spoza rodziny) potoczyła się w nieco dziwnym kierunku, jednak ukazała jak człek może się zmienić na przestrzeni lat. Isgalad nie rozstrzyga czy to zmiana na lepsze czy na gorsze – that’s not the point, poza tym poziom arogancji takiego orzeczenia powaliłby nawet jego.
Z rozmowy wynikło jednak, że ludziom nie warto ufać, lepiej dać sobie spokój z jednostkami, które zrobiły cokolwiek co można by uznać za moralnie błędne wobec nas. Możliwe jest, że autor popisuje się tępotą i niedoświadczeniem życiowym, ale najzwyczajniej w świecie nie chce wierzyć w taki stan rzeczy. Wiara w ludzi jako jednostki to jedna z niewielu wartości jakie autorowi pozostały i które uważa za dość fundamentalne. Czasem lepiej jest wybaczyć, jeśli winy nawet do końca nie udowodniono.

Jedna rozmowa jednak prawdopodobnie nie skłoniłaby autora do pisania tej notki. Odwiedzony dziś blog, zapamiętany jako jedno z niewielu pozytywnie zabarwionych miejsc gejowskiego internetu zaskoczył. Zaskoczył nową notką po wielu miesiącach nieobecności tamtejszego bloggera, a także (a właściwie przede wszystkim) jej tonem, nowym bannerem i zmianą opisu samej stroniczki.
Na przestrzeni kilku lat człowiek prowadzący tamto poletko prawdopodobnie został skonfrontowany z co bardziej paskudnymi stronami społeczeństwa. Gdy przeglądamy najwcześniejsze posty widać w nich zapał, chęć zmieniania świata, walki. Sam żałuję, że nigdy takich ambicji nie miałem. Z drugiej strony w najnowszym wpisie czuć gorycz okrytą warstwą obojętności wobec otoczenia. Nieco cynizmu własnego sprawia, że Isgalad nie zaliczył opadu szczęki do podłogi. Jednak pozostało zastanowienie – jakże świat niszczy nasze ideały, konfrontuje nas z rzeczywistością paskudną jak koszmar nihilisty. Zmieniamy się wszyscy… Jednak Isgalad ma nadzieję pozostać Isgaladem. Nieco naiwnym, nieco poczciwym, ale tym samym. Może będzie mu łatwiej, gdyż od późnego gimnazjum przestał wierzyć w społeczeństwo i zaczął stawiać na jednostki. Trzeba jeszcze dodać, że autor nie twierdzi, że twórca drugiego bloga zmienił się na gorsze czy lepsze. Szkoda nieco ideałów, z drugiej jednak strony nie wiadomo czy kiedykolwiek były one realne. Szkoda pewnej niewinności, ale z pewną przykrością nawet Isgalat przyzna, że teraz drugiemu autorowi będzie łatwiej. Przynajmniej mam taką nadzieję i tego Homikusowi życzę.

Adres wymienionego w notce bloga tu i w polecanych stronach:http://homikus.pl/

Równowaga

Ostatnio się działo w moim środku dość dużo. Fascynacja, nadzieja, kubeł zimnej wody, chęć walki, rezygnacja, poczucie nieoznaczoności. Jednak dostrzegam, że mimo iż starym koniem jestem (lat niespełna 21) wciąż się uczę i dorastam. Szybciej dochodzę do równowagi po wstrząsach. To dobrze. Z drugiej strony popełniam błędy. Nieraz wiedząc, że coś jest błędem to planuję. Bo czasem nie można postąpić wbrew sobie. Czasem też do końca nie wie się co się zrobi. To wszystko chyba znaczy, że jestem człowiekiem. Bzdury takie piszę, osobiste tylko ostatnio, ale tak to bywa, jak się czasu nie ma, a w życiu dzieje się sporo. 

Myślę, że mało kto spoza mojego otoczenia coś z tego posta wyniesie bądź zrozumie, ale i tak go zamieszczę. A nóż któreś z Was przeczyta.

P.S.

Chętnie poznałbym bliżej pewnego skurwysyna siedzącego w dobrym człowieku. 😀
Mimo wszystko.

Ranek dobija się przez budzik do mojej świadomości. Wwierca się agresywną nutą w senne marzenia i rozwiewa je jak dym. Wstaję, włażę pod prysznic, wychodzę, robię herbatę. W głowie dziwny mętlik, jednak całkiem przyjemny. Siadam przy komputerze, standardowo przeglądam kilka stron. Na biurku jak zwykle bałagan. Włączam odtwarzacz muzyki, podkręcam głośniki i bombarduję zaspane uszy falą decybeli pod patronatem zespołu Hey. Myślę. Stanowczo za dużo, stanowczo zbyt głupio, stanowczo emocjonalnie i stanowczo nielogicznie. Kurwa, jak mi z tym dobrze.