Archive for Sierpień, 2012


Inny czy taki sam?

Ha! prawdą jest, że czytać trzeba. Przeczytałem dwie książki i mi wena wróciła. w różnych miejscach można szukać inspiracji, ale nie ma chyba nic tak pobudzającego kreatywność jak dobra lektura.

A teraz do rzeczy:

Będzie o gejostwie, bo i dawno nie było. Ale nie tylko o tym, bo i rzadko tak u mnie bywało, żebym odnosił się tylko do tej kwestii. Otóż przykuły moją uwagę liczne stwierdzenia płynące czy to od KPH czy od innych organizacji postulujących o równe prawa dla każdej orientacji. Chodzi mi o zdania typu „jesteśmy tacy sami jak wszyscy”, „niczym się od Was (heteroseksualistów) nie różnimy” etc., etc.

Jestem zmuszony zaprotestować. Nie, nie jesteśmy tacy sami. Jesteśmy inni, często mocno. Tylko, że zawsze jest jakieś „ale”. Jedyną różnicą płynącą z nas samych jest „waginosceptycyzm” w przypadku mężczyzn i „penisowstręt” w przypadku kobiet. Resztę załatwiacie nam Wy, nasze drogie społeczeństwo (i nie kieruję tego broń Boże do czytelnika ad persona). Czym więc i dlaczego różnimy się od reszty? Proszę bardzo, co ważniejsze rzeczy wymienię w punktach:

1. Stereotypowy gej – gwiazdeczka.
Ekstrawaganckie zachowanie, ubiór, styl życia i inne dziwactwa. Wiadomo, że są tacy, zdania na ich temat są podzielone, nie mi oceniać i nie tym się tu zajmuję, więc nie przeczytacie czy to „cute” czy „przegięte”. Mogę dochodzić tylko przyczyn. Oczywiście każdy człowiek jest inny, ale wydaje mi się, że większość „gwiazdeczek” reaguje tak na zasadzie: będę się różnił możliwie najbardziej od otaczającego mnie shitu. I to nie koniecznie z premedytacją, może nawet podświadomie. Tak czy siak ja tu widzę silną opozycję do tak zwanej „normalności” zakłamanej u swych podstaw. Przynajmniej uważa tak mniej lub bardziej świadomie nasza „gwiazdka”.

2. Szaraczek.
Nikt by w życiu nie powiedział. Normalny chłopak, do Kościoła chodzi, na tacę da, wódki się napije, o cyckach kilka żartów powie. Ot kolejny kumpel, znajomy. Tak jest łatwo. Chować się przed zagrożeniem i ostracyzmem. Nie ma nic prostszego i nie ma co się rozwodzić. Tylko tutaj prędzej czy później wyjdzie szydło z worka i nie wiadomo wtedy co począć. Ale jakoś się toczy.

3. Działacz.
Często może, acz nie musi występować w połączeniu z punktem pierwszym. Działacz uświadamia ludzi dookoła siebie, że wszelkie przejawy ostracyzmu są złe. Wygłasza prelekcje, zapisuje się do różnych ruchów i chce uczynić świat dookoła lepszym. Jeśli nie dla siebie to dla przyszłych pokoleń.

4. Odsunięty.
Żyje w swoim świecie. Nie przejmuje się otaczającym światem, ogranicza się tylko do najbliższych znajomych, rodziny, partnera. Wynika to z przekonania, że walczyć z wiatrakami nie ma wielkiego sensu, z drugiej zaś strony nie wolno dać otoczeniu dyktować sobie warunków.

Mógłbym tak jeszcze wymieniać dość długo. Jest jeszcze jedna kwestia. Niektórzy dzięki swojej odmienności mogą spojrzeć na otaczający świat z nieco większym dystansem. Mogą się wyzbyć własnych uprzedzeń patrząc jakich sami doświadczają.

Tak niestety jest nie tylko w przypadku „homo”, ale w przypadku każdego kto w jakiś sposób jest wyjęty poza społeczną ramkę. Nie mieści się w marginesie odchyleń które można uznać za zwykłe. Urodził się nie tam i nie w tym czasie co trzeba.

Z drugiej zaś strony i tak jest coraz lepiej. Ja mam wspaniałych znajomych, z których jak dotychczas każdy przyjął wiadomość o mojej odmienności spokojnie, bez cienia negatywnej emocji. Może to dobrzy aktorzy, a może to ja dobrze dobieram sobie znajomków. Wolę wierzyć w to drugie. Tak czy siak, jeśli któryś z Was to czyta to dziękuję.

Chcę zaznaczyć, że w innych aspektach nie różnimy się specjalnie od całej reszty. Tak samo jemy, kochamy, cierpimy i się cieszymy. Tu KPH i spółka mają rację. I tego radzę się trzymać.

Dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
Isgalad

Reklamy

Dobrze? Źle? Jak?

Tak sobie myślę, że właśnie przeżywam jeden ze szczęśliwszych okresów w moim życiu. Osobiście mi się wszystko ułożyło nawet lepiej niż mogłem przewidywać. Z drugiej jednak strony zawodowo jest kiszka – sam nie wiem ile już „cefałek” rozesłałem po necie i rozniosłem po mieście – zero reakcji. Ja wiem, że kryzys, że studentów nie chcą, że sezonówki raczej ciężko znaleźć, ale na wszelkich bogów Asgardu – żeby tak w ogóle nic?

Coby nie było – znam własne ograniczenia i nie aplikuję w miejsca, w których wiem, że nie dam rady. Tak więc Call Center odpada, ale czemu nie chcą nikogo w sklepach, na magazynach, nawet jako „tajemniczego klienta”. Ja bym się może od biedy nawet na kanara zaciągnął. Jak tak patrzę na to co się dookoła dzieje to wydaje mi się, że pracę można dostać tylko niesłychanym fartem albo przez znajomości. Większość (powalająca) moich znajomków, którzy dobrą fuchę dorwali załatwiła to sobie dzięki plecom.

Krótka wyliczanka

Jejku, jakże dawno tu się nic nie pojawiło. Po części jest to wina życiowej bonanzy jaką mi los ostatnio zgotował, po części zaś braku wewnętrznego bólu istnienia, który jest u mnie nad wyraz wenogenny jeśli o bloga chodzi. Spójrzmy więc na bagaż doświadczeń jakie wyniosłem z ostatnich kilku miesięcy.

1. Szczęście spotkasz czasem tam gdzie się go spodziewasz, a czasem zupełnie gdzieś indziej.

Taka prawda moi drodzy. Z czasem jest tak samo – nie wiadomo kiedy los się do Ciebie uśmiechnie, nie wiadomo też kiedy to nastąpi. Ja na ten przykład szukałem szczęścia długo, na tyle długo, że zacząłem tracić wiarę w homoseksualną część naszego społeczeństwa, aż wreszcie się udało. Haters gona hate, ale i tak powiem, że sporą rolę odegrał tu przypadek, kupno torby na laptop, krańce Polski przeciwległe i pewien festiwal (no, festiwal prawie nie odegrał tu roli xD).
I powiedzą Wam mądrzy ludzie – nie szukajcie na siłę szczęścia, ono samo przyjdzie, jak kot, co to nie lubi, żeby go tarmosić, a sam na kolana włazi jak ma po temu ochotę. Ośmielę się nie zgodzić, przynajmniej częściowo: Szukajcie a znajdziecie, takie jest moje doświadczenie. Albo to Was znajdą. Jednak nie róbcie tego zbyt rozpaczliwie, wtedy zbyt dużo czeka rozczarowań.

2. NIGDY nie pracuj w call center.

Pomijam zupełnie problem etyki tego zajęcia – żadna praca nie hańbi, a jak człowiek jest ogarnięty i słucha co się do niego mówi, to nie kupi od konsultanta tego czego nie chce. Ta robota jest po prostu wykańczająca psychicznie – polega to na całodziennym kłóceniu się z klientami. Nie polecam, tym bardziej, że trafiają się prawdziwi kretyni. Mnie jeden pan opieprzał przez bite 5 minut za to, że spytałem go czy jest pełnoletni.
Nie mogę się za to przyczepić do współpracowników i przełożonych: wiadomo, że będą cisnąć o wyniki – to ich praca – ale ogólnie byli w porządku. Ja się po prostu do tego nie nadaję. Wytrzymałem całe trzy dni na słuchawce. Wiem, ciota ze mnie straszna, ale nie mam zamiaru się męczyć.

3. Ludzie z reguły nie są słowni.

Drugi pracodawca do dziś leci ze mną w kulki. Robi to na tyle chamowato, że zaczynam roznosić CV po innych miejscach. W międzyczasie, gdyby nie K. przymierałbym głodem.

4. Intencje często nie są odbierane tak jak powinny.

Brak kontaktu z mojej strony wobec niektórych osób wiązał się początkowo z utratą dostępu do neta (okresowo), później zaś ze zmęczeniem nową pracą. Nie jest tak, że mi się nie chce pisać do kogoś, ale po prostu dłuższy czas wracałem do domu nie mając siły na nic innego poza przejrzeniem kwejka i obejrzeniem odcinka durnego sitcomu. Poza tym mało czasu wtedy dla siebie mieliśmy z K. więc staraliśmy się każdą chwilę jak najlepiej wykorzystać.

5. Na Polibudzie bez zmian.

Nikt nic nie wie. Wszyscy wiedzą, że ta informacja gdzieś jest w internecie, nikt nie wie gdzie, prawdopodobnie nikt jej nie widział. Dobrze, że całą akcję było można łatwo obejść i mam drugi kierunek, jednak 85 złotych w tył jestem przez to.

Może na coś bardziej kreatywnego posilę się jutro w dzień, tymczasem zwijam się. Dobrej nocy Ludki^^.