Natchnęła mnie taka myśl. To znaczy niezupełnie znienacka, bo „natycha” mnie tak ona co jakiś czas jak widzę a to fotkę na fejsie, a to czyjś wpis na jakimś portalu czy słyszę wypowiedź w mediach. Ale zacznijmy po kolei…

Ostatnio w mediach zrobiło się głośno o dyskusji prowadzonej w Watykanie z okazji jakiegoś soboru, synodu czy czegoś o jeszcze bardziej nadętej nazwie, na temat homoseksualizmu i nie tylko. Oczywiście szumu dużo, a Kościół Katolicki doszedł do właściwej sobie, światłej i z gruntu sprawiedliwej konkluzji, że do gejów oraz lesbijek należy podchodzić z szacunkiem i delikatnością (czyli jak na mój gust, jak do osób upośledzonych) oraz że w sumie to w porządku jeśli gdzieś zamykają za homoseksualizm do więzienia. Także przełom wielki, KK taki otwarty na inność i naukowe fakty. [Jeśli ktoś chce szczegółów odsyłam do wpisu na fejsie Trzyczęściowego Garnituru] Ale nie do końca o tym chciałem rozmawiać. Otóż dziwi mnie niepomiernie, że są wciąż geje i lesbijki, które w Kościele Katolickim tkwią. Chodzą na pielgrzymki, uczestniczą we mszach, rekolekcjach i innych eventach sponsorowanych przez koloratki spod znaku papieskiej tiary. Po prostu dla mnie jest coś z gruntu patologicznego w dobrowolnym przynależeniu do instytucji, która na każdym kroku znieważa i wmawia, że jesteś (w najlepszym wypadku) chory albo po prostu zboczony. Na tym się nawet nie kończy: przecież oni w twarz mówią, że jeśli nie będzie taki homoseksualista żył w celibacie to jest skazany na wieczne, niekończące się katusze razem z ludźmi pokroju Hitlera (bo chyba tak wiele to się nie różnią).  Nie wiem, czy to jest jakiś syndrom sztokholmski czy chęć masochizmu, właściwie połączonego z sadyzmem, bo cała reszta gejów, lesbijek i ogólnie osób niewpisujących się w katolicki kanon cierpi na tym, że instytucja tak wroga jest wspierana przez własne ofiary. Pewnie ktoś mi tu powie, że chodzi o wiarę, bliskość Boga i poczucie wspólnoty… Ja dziękuję za taką wspólnotę, która bardziej przypomina stado szakali w skórach owiec. Dziękuję za społeczność gotową piętnować każdy przejaw inności. I nie wydaje mi się, żeby Bóg, jeśli istnieje, chciał aby jego dzieci piętnować ze względu na to kim są. Nie wydaje mi się, żeby Chrystus kamienował za miłość dwóch osób tej samej płci. Ale kim ja jestem, żeby się wypowiadać, ksiądz Oko na pewno zna się lepiej, w końcu robi całkiem ciekawą karierę w mediach i jest uważany za eksperta. Tak więc uważam za wewnętrznie sprzeczne i naganne przynależenie do instytucji, która piętnuje za to kim jesteś. Chyba, że rzeczywiście ktoś ma problem ze sobą na tyle poważny, że uważa iż jest z gruntu zły. Wtedy jednak odesłałbym po pomoc do psychologa, nie zaś do kaznodziei. Naprawdę, to że w Kościele Katolickim wciąż są geje i lesbijki przeraża mnie na podstawowym poziomie. Przecież wierzyć można dalej, a oczywistą niesprawiedliwość też można zobaczyć gołym okiem i nie powinno przeszkadzać, że niesprawiedliwość ta jest wypowiadana fałszywie w imię Boga.

Reklamy