Tag Archive: bezmyślność


Zaślepienie?

Skopiowana moja wypowiedź skądinąnd.

Nie jestem ateistą, but sorry – yours arguments are invalid:

1. Bo wszyscy ateiści są źli i nie robią nic dobrego. Jaaaasne, sam mam kilku znajomych, którymi mógłbym zdementować to zdanie. Poza tym czy to nie jest często tak, że wierzący działają na tej samej zasadzie? „Ja przynajmniej znam prawdę i jestem zajebisty”? Sounds familiar?

2. Przyjmijta do wiadomości, że agnostyk to nie ateista i na odwrót. To raz. Dwa, osoba przekonana o własnej nieomylności, jest albo mega zaślepiona, albo zadufana w sobie. Trzy: a np. Chrześcijanie to na ile podkategorii się podzielili? Wiele: Katolicy, Babtyści, Świadkowie Jehowy, Kalwiniści… Żeby nie było inni robią tak samo: Buddyści, Shintaoiści, Muzułmanie…

3. Sporo ateistów, szczególnie „wojujących” zna Biblię na poziomie lepszym od sporej liczby Chrześcijan. Często nawet rozumieją ideę, ale się z nią nie zgadzają, próbują prowadzić polemikę, ale religie są w tym kiepskie. Specjalnie napisałem stereotypem. Wiecie czemu? Bo autor samego kwejka opiera się wyłącznie na nich, zarzucając jednocześnie drugiej stronie właśnie budowanie swoich opinii na stereotypach. Czyżby hipokryzja?

4. Byłoby jeszcze całkiem spoko jakby ci „ludzie popełniający błędy” potrafili się do nich przyznać. Ale funkcjonuje coś takiego jak domniemanie nieomylności Kościoła i Papieża jako namiestnika Chrystusa. No chyba, że autor kwejka to kwestionuje, ale to trąci mi nieco herezją. Ale ja się nie znam…

5. Jakby Ciebie rodzice/dziadkowie/ktokolwiek zmuszali do łażenia do buddyjskiej świątyni co tydzień, mimo, że nie wyznajesz tej religii to też nie byłbyś zachwycony. Chyba, że byłbyś… Ale wtedy jest to co najmniej dziwne.

6. Wiara ogólnie potrafi ocalić. Potrafi również zabić (vide: krucjaty, dżihad). Także miłość, lojalność, przyjaźń i nadzieja potrafią ocalić.
Kult świętych nie jest wyznawany nawet przez sporą część odłamów Chrześcijaństwa. Cuda mogą być spowodowane samą wiarą, nie faktycznym istnieniem siły wyższej. Dowodów NIE MA. Jest tylko wiara. Jeśli wiara dla autora równa się wiedzy, to słabo. Bo nie sztuką jest wiedzieć, prawdziwą sztuką jest wierzyć. A jeśli ktoś twierdzi, że wie, że Bóg istnieje, to albo jest nieco ociężały umysłowo, albo miał personalne objawienie.
Nikt też nie twierdzi, że Chrystus jako postać historyczna nie istniał. Kwestionuje się jedynie domniemanie Jego boskości. No chyba, że jakiś ateista mówi, że „Chrystus nie istniał”. Wtedy widać, że ma poważne braki w wiedzy historycznej.

7. Ateiści nie argumentują tego w ten sposób. Oni twierdzą, że działalności Boga nie da się w żaden sposób zaobserwować. Każdą domniemaną Boską interwencję da się zrzucić na karb zbiorowej lub indywidualnej halucynacji, siły wiary bądź niezbadanych właściwości ludzkiego mózgu. Przykład ze szczoteczką jest chybiony o tyle, że widać efekty jej działania i są one bezdyskusyjne – zęby masz czyste.

8. Chrześcijaństwo, a w szczególności Katolicyzm twierdzi, że ma jedyną prawdziwą rację i każdy kto myśli inaczej myli się. To powoduje agresję ze strony ateistów, bowiem są traktowani „z góry” i najczęściej nie mogą w ogóle podjąć dialogu czy dyskusji. Krytyka zaś spotyka na ogół dominującą religię na danym obszarze, więc ateiści z europy będą krytykować Chrześcijaństwo, zaś z bliskiego wschodu – muzułmanizm. To znaczy krytykowaliby, gdyby nie bali się dostać kulki w łeb. Inne religie na ogół nie są tak agresywne w narzucaniu swoich poglądów – vide Buddyzm czy Taoizm. Dlatego też nie wywołują tak silnych emocji.

Podsumowując: jako osoba wierząca w Boga potrafię bez wysiłku wytknąć tu tyle błędów logicznych i niesprawiedliwych osądów ad hoc. Ludzie! Nie wolno być głuchym. Trzeba dyskutować, a nie kłócić się. Nie sztuką jest powiedzieć w wyrafinowany sposób „Jesteś głupi, bo się ze mną nie zgadzasz”. Arogancja występuje z obu stron.

Reklamy

Kimże jesteś?

Nowy tydzień – nowy wpis. Jak zwykle w moim przypadku pseudorefleksyjnie i nieco sentymentalnie.

Przeszperywałem w przerwach między przeglądaniem kolejnych slajdów z materiałoznawstwa internet i jak zwykle na coś ciekawego natrafiłem. Nie jest istotna konkretna strona, konkretne zajście, więc nie będę się zagłębiał. Przejdę zaś wartko ku meritum: nienawiść to fenomen wielce ciekaw. Ludzie to fenomen wielce ciekaw. Moje obserwacje mogą nieco nawiązywać do poprzedniego wpisu, jednak niejako od drugiej strony.
Hipokryzja z jaką na co dzień w sieci można się spotkać sięga niejednokrotnie absurdu, pod płaszczykiem pozornej anonimowości ukazujemy swoje prawdziwe oblicze, plując jadem tam, gdzie w prawdziwym świecie nie wypada. Co więcej nie mamy odwagi być konsekwentni w swoich czynach. Objawia się to w następujący sposób: na anonimowego Żyda, Muzułmanina, czarnego, Azjatę, Niemca, geja, księdza, kogokolwiek wiele ludzi gotowych jest z metaforycznymi nożami skakać. Jakaż krytyka się wtedy leje, jakież mocne są argumenty. W większości przypadków sprowadzają się one do „jebać niemcow”, „klechy pierdolone, pedałują ministranty”, „asfalt do afryki” <błędy zrobiłem celowo>. Ale kiedy okazuje się, że nasz najlepszy kumpel postanawia iść do seminarium, brat znalazł sobie chłopaka, a dziewczyna, w której od lat się kochamy pochodzi z Niemiec to jakoś inaczej śpiewamy.  Dostosowujemy swoje Żelazne i Jedyne Prawdziwe Poglądy do wymogów sytuacji. Na wszelkie świętości, jeśli już jesteś na tyle tępy, człowieku, żeby być do czegoś uprzedzony, to bądź konsekwentny i nie rób wyjątków. Albo w końcu przyznaj się do błędu i nie udawaj, że wszystko jest w porządku (co uważam za zgoła lepszą opcję).
Z drugiej strony zaś, jeśli wyszydzimy kolegę, z bratem zerwiemy kontakty, z dziewczyną damy sobie spokój… To co z nas za ludzie? Ile prawdy było w przyjaźni, braterstwie i jeśli nie miłości to zauroczeniu? Tu wychodzi się nie tylko na hipokrytę, ale do tego okrutnego. Przejrzyjmy wszyscy na oczy. To boli, tak jak boli spojrzenie w światło po miesiącu w ciemności. Jednak lepiej widzieć niż trwać w mroku.

Napisanie tego „artykułu” wymagało ode mnie pewnego autokrytycyzmu, gdyż sam zwróciłem uwagę, że jestem nieco uprzedzony np. do stanu kapłańskiego. Trudno mi się jednak chyba dziwić, skoro oficjelne stanowisko tegoż stanu jest wobec Ludzi Mojego Pokroju dość dobrze znane. Prawda jest jednak taka, że nie każdy ksiądz gotów na stosach palić. I trzeba mi to też do wiadomości przyjąć. Lecz trwać bezkrytycznie zamiaru nie mam ;).