Tag Archive: emocje


Wszystko

Ostatnio mało wpisów. Bo i o czym pisać? Od ostatniego wpisu nie wiele się zmieniło, kilka rzeczy tylko uległo pogłębieniu. Nie umiem się skupić. Kiedy siadam do komputera w celu innym niż nauka to cukier leje się z klawiatury litrami. Przemierza łącze internetowe, zalepia światłowód i dociera do celu słodką melasą dziwnych wyznań, tak żenujących, że chyba nie powinny nigdy ujrzeć światła dziennego. Ale z drugiej strony nadciągają odpowiedzi. Druga strona wydaje się być całkiem zadowolona z potoku słodyczy jaki ją zalewa niemal co dzień. Teraz zaś druga strona śpi.
Nie! Nie śpi. Oddaje się swojemu hobby, które tak lubi, a do którego rzadko się przyznaje. On chociaż jakieś ma, ja jestem niewydarzonym bloggerem ze skłonnością do internetowego ekshibicjonizmu, niespełnionym fizykiem, który swojej pasji nie jest w stanie poświęcić choć pół godzinki dziennie. Fantastą za pięć groszy, który ostatnie opowiadanie napisał z rok temu, a książek nie ma czasu ostatnio czytać. Z drugiej jednak strony szukałem a zostałem znaleziony. Nie mogę narzekać. W końcu wszystko zaczyna się układać. Może wreszcie będę mógł myśleć nieco ściślej? Nieścigany przez ciągłe poczucie samotnego osaczenia przez otaczającą rzeczywistość, wrogą i obcą? Może wreszcie zacznie mi się chcieć. Bo warto chcieć. Dla dwóch kotów w domku, żeby drogą karmę miały i stałą opiekę weterynaryjną. Albo nawet dla jednego pchlarza. Może kiedyś będę żałował. Ale może nie.
Dla tego jednego „nie”, dla tego jednego „ale” warto zaryzykować. I dla tych oczu.

P.S.
Sorry, że burzę nastrój, ale jak się to czyta to można się zrzygać tęczą. Coś Ty mi zrobił w człowieka?

Reklamy

Wszyscy jesteśmy wampirami

Mało ostatnio pisałem. Dużo się działo rzeczy nieistotnych, jednak bardzo przyjemnych. Niestety, wzmożona aktywność bloggerska wymaga chyba u mnie stanów silnie emocjonalnych. Może dlatego artyści najlepsze dzieła tworzą w depresji? Tak czy siak, wena jednak co jakiś czas człowieka nawet w dobrym humorze nachodzi, więc postanowiłem cosik zmajstrować.


Wampiry. Przewijają się przez ludzką mitologię, literaturę i kulturę cały czas. Dzieci Nocy fascynują, bo są tak obce, różne od nas. Niebezpieczne, a przy tym mają klasę, są pociągające. Piękne w swej klątwie. Jednak czy rzeczywiście różnimy się od nich tak bardzo? Nie chłepczemy krwi, to się zgadza. Jednak nie potrafimy przeżyć sami. Potrzebni nam inni ludzie, żywimy się na nich, pożeramy ich słowa, uczucia, emocje. Wymieniamy się krwią naszych umysłów, kwintesencją dusz, które przenikają się w nieustannym tańcu. Każdy z nas ma w środku wampira, narkomana czekającego tylko na swoją używkę, na kontakt z drugą osobą. Kiedy nie dostaje czego chce wpada w szał, rozbija równowagę psychiczną, tłucze w mak normalność i wpędza w szaleństwo. Kiedy zaś damy mu się „najeść”, to ciągle chce więcej. Woła o uczucia coraz głębsze, bardziej skomplikowane… Delektuje się zauroczeniem, miłość zaś wprawia go w stan ostatecznego uniesienia.

Tak hołubimy indywidualność człowieka, jego odrębność. Jesteśmy dumni z własnej samodzielności, z tego jak jesteśmy niezależni. Jakież to pyszne, prawda? Wystarczy nas zostawić na miesiąc w zupełnej samotności, odciętych od substytutów towarzystwa w postaci mediów i już zaczniemy fiksować. Po roku prawdopodobnie nie będziemy nadawać się do czegokolwiek innego jak tylko porządnej terapii.

W grupie jesteśmy silniejsi, poznając nowych ludzi poszerzamy horyzonty zaś pogłębiając stare relacje stajemy się lepsi, mocniejsi. Dobrze jest mieć kogoś.Może to trochę przytłaczające, odzierające z poczucia samowystarczalności. Ja myślę jednak, że to bardzo pozytywne. Dzięki temu, że potrzebujemy się wzajemnie potrafimy stworzyć coś pięknego. Możemy się po drodze pokaleczyć, poobijać, bo w końcu wampir to drapieżnik. Ale chyba z tych dobrych, który w końcu doprowadzi nas do miejsca, w którym będziemy chcieli zostać już na zawsze. Jak pies przewodnik.

Polepszy się czy nie?

Zdanie powtarzane tak często. Słyszymy je tyle razy. Od przyjaciół, kolegów, znajomych… „Wszystko będzie dobrze.” Wypowiadane raz to z pewnością, kiedy indziej z zatroskaniem. Bardziej lub mniej szczerze, zwykle w dobrych intencjach. Pojawia się jednak pytanie czy to nie jest wierutne kłamstwo, jedno z tych, które mają pomóc nam znosić zgryzotę tego ziemskiego padołu, na którym przyszło nam żyć?

Zawsze mówię, że jestem optymistą. Prawda jest taka, że bliżej mi chyba do realizmu zabarwionego nieco rozbawieniem otaczającą mnie rzeczywistością. Stąd stwierdzam, że zdanie „wszystko będzie dobrze” jest na prawdę urocze, ale pozbawione na ogół jakichkolwiek merytorycznych podstaw. Polepszy się czy nie? Nie wiem. To zależy w dużej mierze od Ciebie. Czy weźmiesz się w garść po kolejnym ciosie? Czy kiedy żywot rzuci Tobą kolejny raz o ziemię, Ty z uśmiechem wstaniesz, otrzepiesz portki i pójdziesz dalej? Czy siedzieć będziesz w najniższym punkcie swojego dołka upojony własną depresją?
Wiem, że ciężko stamtąd wyjść. Strasznie niewygodnie, trudno. Bo jak tu przyznać, że świat taki po postu jest, jak wzruszyć ramionami i przejść nad czymś do porządku dziennego, kiedy na głowę wali się niebo? Trudno, ale się da. Wiem z autopsji. Potem jest zawsze lepiej, choć wcześniej trzeba się ze sobą samym nieźle namęczyć. Czasem trwa to długo, ale warto. To czy wszystko będzie dobrze zależy głównie od Ciebie.

Strach

Tkwi w nas głęboko. W środku, na samym dnie, u podstawy istnienia, jako jeden z najbardziej atawistycznych odruchów. Jest stary. Starszy niż człowieczeństwo, starszy niż samoświadomość. Jest w naszej głowie, sercu, nawet w nerkach. Nie przebiera w orężu, ma na swoje usługi hormony, impulsy nerwowe, wyobraźnię… Ewoluował długo i ma wiele odmian. Prosty przed zagrożeniem, bardziej wyrafinowany przed sobą samym. Boimy się, cały czas, nieustannie. O siebie, o bliskich, o przyszłość i o to, aby nie dopadła nas przeszłość. Murujemy sobie schrony z dykty poczucia stałości i bezpieczeństwa, jednak z lasu w końcu wyjdzie wielki zły wilk i zdmuchnie naszą budowlę jak domek z kart. Pozostaje zawsze jeszcze abstrakt odwagi. Szczeniacko młody przy poczuciu strachu wgryzającym się w kości na poziomie pamięci genetycznej. Istniejący mimo strachu, nie zamiast jego. Jedyna broń. Tak marna, bo nie jest w stanie przerażenia zgasić. Jest tylko tarczą, która pozwala działać pomimo. Ale czy warto walczyć? Czy nie lepiej wpełznąć pod biurko, dać za wygraną, wycofać się? To podpowie najmłodsza chyba cecha. Mądrość, młodsza siostra głupoty. Licha i niepełna, jednak może najwyższa i najważniejsza?  Może… Życzę każdemu mądrej odwagi. Żeby wiedzieć kiedy walczyć, a kiedy przestać. Życzę tego Wam wszystkim, którzy to czytają.

Równowaga

Ostatnio się działo w moim środku dość dużo. Fascynacja, nadzieja, kubeł zimnej wody, chęć walki, rezygnacja, poczucie nieoznaczoności. Jednak dostrzegam, że mimo iż starym koniem jestem (lat niespełna 21) wciąż się uczę i dorastam. Szybciej dochodzę do równowagi po wstrząsach. To dobrze. Z drugiej strony popełniam błędy. Nieraz wiedząc, że coś jest błędem to planuję. Bo czasem nie można postąpić wbrew sobie. Czasem też do końca nie wie się co się zrobi. To wszystko chyba znaczy, że jestem człowiekiem. Bzdury takie piszę, osobiste tylko ostatnio, ale tak to bywa, jak się czasu nie ma, a w życiu dzieje się sporo. 

Myślę, że mało kto spoza mojego otoczenia coś z tego posta wyniesie bądź zrozumie, ale i tak go zamieszczę. A nóż któreś z Was przeczyta.

P.S.

Chętnie poznałbym bliżej pewnego skurwysyna siedzącego w dobrym człowieku. 😀
Mimo wszystko.