Tag Archive: homofobia


Ostatnio dużo się w naszym kraiku nad Wisłą dzieje. Zamieszki podczas świąt państwowych stają się coraz bardziej powszechne, a ostatni Marsz Niepodległości to jak dotychczas najbardziej dosadny przykład tego fenomenu. Nie chce się nawet wspominać o takich błahostkach jak obrzucenie jajkami uczestników Marszu Równości we Wrocławiu – ze względu na nikłą szkodliwość społeczną czynu.

Konkluzja niestety jest prosta i mocno inna od szerzonych przez „ukrytą opcję lewacką” do której pewnie podług niektórych należę. Otóż naród (szeroko i być może błędnie pojęty) jest wściekły. Wściekłość owa niestety przeradza się w ślepą nienawiść, a nie słuszny gniew. Sam fakt niezadowolenia społecznego jest z wszech miar uzasadniony: mamy kryzys gospodarczy, rząd jest nieudolny (nie żebym był specjalistą, ale ogólnie efekty nie są zachwycające), stopa życia w kraju jest coraz gorsza. Ceny rosną. Kiedy zaczynałem studia mogłem sobie pozwolić na kupno jednej lub dwóch książek miesięcznie, teraz zaś jeśli kupię dwie na pół roku to jest dobrze. Czasem nawet brakuje mi na jedzenie. I też jestem zły. Ale z drugiej strony nie wyłażę na ulicę i nie palę samochodów. Nie wiem i nie rozumiem dlaczego masa ludzi daje tak sobą sterować, żeby ich złość przenieść na wszystko dookoła, tylko nie rzeczywisty problem. I tak nienawiść nie tafia do rządu niewywiązującego się z obietnic czy obowiązków. Trafia za to do całej zagranicy (vide Ambasada Rosyjska), homoseksualistów, żydów, lewactwa, masonerii i coraz bardziej wydumanych wrogów publicznych. Pomyślałby kto, że mamy XXI wiek, że plemienne zabobony typu „jest susza bo grzeszymy” już nam nie grożą. Okazuje się jednak, że dla ogółu ekonomia jest tak bliska czarnej magii i tak niepojęta, że wszystkie narodowo-światowe nieszczęścia zrzuca się na grzechy przeciw temu bądź innemu Bogu (u nas chodzi głównie o Kościół Katolicki, który wszędzie widzi wrogów – niektórzy jego przedstawiciele nawet w Hello Kitty, a właściwie w Hell’o’Kitty). I zaczyna się palenie na stosach: na razie instalacji artystycznych, ale kto wie co, lub kto będzie następny. 

Wniosków żadnych tu nie będzie, bo i chyba nie ma z czego ich wyciągać. Warto tylko zadać sobie kilka pytań: „Czy chcę być częscią tłumu, bezmyślnej gawiedzi? Czy chcę dać sobą manipulować? Czy chcę walczyć z wrogiem, którego mi stworzono, a który tak na prawdę nim nie jest?”.

Reklamy

Do wpisu tego zainspirowała mnie rozmowa z Lunatykiem, który jak się okazało podobną tematykę poruszał na swoim blogu (link w polecanych), toteż Go teraz pozdrawiam. Wychodzi mi ten blog trochę o ludziach. Nie studiuję psychologii, ba studia moje są ścisłe tak, że już chyba bardziej nie mogą, a jednak ludzka natura jest dla mnie niezmiernie ciekawa. Może to dlatego, że chcę sam siebie doskonalić? Może to dlatego, że człowiek jest zwierzęciem stadnym i inne osoby mają nań nieustanny wpływ? Tak czy siak wypocin moich ciąg dalszy.


Żyjemy w świecie, gdzie kłamstwo spotyka się na każdym kroku. Kłamią wszyscy (powiało Housem:D), dzieciaki, dorośli. Politycy i duchowni. Inteligencja i ludzie niewykształceni. Ty i ja. Możesz się obruszać Drogi Czytelniku, ale taka jest prawda. Czasem nie można po prostu rzucać prawdą na lewo i prawo bo może to być albo niebezpieczne albo bezduszne. Smutne. Nie o tym jednak chcę pisać. Póki zdajemy sobie sprawę z tego co mówimy, jakie ma to implikacje, konsekwencje i jak ma się to do nas samych to jest możliwie dobrze. Gorzej gdy sami siebie oszukujemy. Prowadzi to do dziwacznych i często niezdrowych sytuacji pod tytułem „W cudzym rządzie Źdźbłowa widzicie, a we własnym nie widzicie Belki”.

Hipokryzja. Jakież ciekawe zjawisko, które wynika albo z tępoty podmiotu, albo z jego przekonania o własnej wyższości. Szczerze – nie wiadomo co gorsze. Tak więc patrzę na to społeczeństwo i po raz kolejny zaliczam odjazd brwi pod sufit. Katolicy od miłości bliźniego toczą z ust pianę o głupoty (nie mówię tu o wszystkich, są dobrzy katolicy, a tamci to fanatycy – wiadomo), politycy z uśmiechem na ustach czyszczą konto narodowi coraz skuteczniej, reszta wściekła łazi choć sama nie wie na co.

Co szczególnie interesujące nasz mały homo-światek nie jest od tego zjawiska wolny. Ba! Swoje za skórą mamy. O tolerancję wołamy, równości nam się zachciewa. Na ulotkach to wygląda super, nic tylko za rączki się złapać, stworzyć ładne tęczowe kółeczko i zatańczyć w rytm skocznej melodyjki. Ale co się dzieje w środku? Na pewnym portalu dla gejów powstają grupy, podobne do tych z facebooka – ot fajna zabawa. Z tym, że kilka razy natknąłem się na mniej ciekawe przypadki, na przykład „Nie cierpię przegiętych ciot”. Przykro mi drogi panie, któryś się tam zapisał, ale dla większości społeczeństwa ty też jesteś ciota, pedał, zwyrodnialec i ogólnie zakała gatunku ludzkiego, tak więc MORDA! Kurwa mać, mało nam? Nie dość, że spychani na margines jesteśmy i tak, to musimy, po prostu nie możemy się powstrzymać, żeby nie móc się poczuć od kogoś lepszym. Działa to na zasadzie „Spoko, jestem pedałem, ale ten tam, to dopiero przegięty, jaki wstyd i w ogóle. A ja taki męski, że się nikt nie domyśli i ogólnie zarąbistością tryskam”. Tutaj jesteśmy chyba gorsi od heteryków – oni nie twierdzą, że kobiety lubiące powiedzmy ubierać się jak „na chłopaka” są gorsze od innych. Owszem, komuś się to nie podoba, to może nie umówi się z taką, ale nie będzie piętnował.

Sam wywichniętego nadgarstka nie mam (coby nie było, że tak śpiewam ze swojego powodu), ba, nie oczaruje mnie raczej chłopak z takimi tendencjami, ale to jest kwestia gustu. Nie miałbym problemów ze zwyczajnym zakumplowaniem się z kimś takim. Bądźcie ludki świadomi bardziej co robicie, kim się stajecie. Na cały świat narzekacie, że was ciemięży, a sami bata na drugiego kręcicie? Co to ma do cholery być? Kto jak kto, ale my powinniśmy trzymać się razem.

To ważne, aby przemyśleć swoje poglądy i działania – to pomoże stać się lepszym człowiekiem. Co z tym zrobisz Czytelniku, to już Twoja sprawa.

Bodaj dwa posty temu pisałem o tym, że w poszukiwaniu weny przeglądałem portale informacyjno-rozrywkowe. Pisałem też, że coś tam znalazłem, lecz uznałem, że „nudne to i głupie”. Po krótkim czasie jednak stwierdzam, że to wcale nie jest takie pewne, bo problem, który tam ujrzałem jest dość… Alarmujący i z drugiej strony żenujący. No i dość powszechny.

Otóż jakaś pani, prowadząca sobie bloga na portalu przeze mnie odwiedzonym, zadzwoniła do swojego „eks” z życzeniami imieninowymi. Tu nastąpi parafraza rozmowy, nie dosłowny cytat, bo nie pamiętam adresu bloga pani.

[P]ani: Wszystkiego najlepszego, zdrowia, szczęścia, pomyślności, tolerancji...
[E]ksio: Nie lubię gejów.
[P]: W takim razie nie jesteś tolerancyjny.
[E]: To ty nie jesteś tolerancyjna bo nie tolerujesz tego, że ich nie lubię.

Autorka w podsumowaniu dochodzi do wniosku, że takie mamy dzisiaj czasy i taką tolerancję, że złego słowa na gejów powiedzieć nie można i trzeba się kryć z własnymi poglądami.

Ehh… To wywołuje moje autentyczne westchnienie. Od czego by tu zacząć? Nie lubię Białorusinów. Mam takich sąsiadów i za grosz spokoju. Murzynów też nie lubię. I heteryków też. Blondynów nie cierpię. A rude to wszystko fałszywe.

W dupach się ludziom przewraca, ot co. Od zawsze. Po pierwsze, ja rozumiem, że można czegoś nie pochwalać, nie cieszyć się z kolejnych gejątek dokonujących coming-outów etc. Ale czy tak ciężko zrozumieć, że to nie zależy od człowieka jaki pod względem orientacji się urodzi? Murzynów też piętnowano, bo byli w jakiś sposób inni. Większość uprzedzeń wynika z prostego zjawiska: ludzie lubią być od kogoś lepsi. Lubią wiedzieć, że jest ktoś gorszy. „Biję żonę, niedobrze, ale ten pedał spod jedynki to na pewno będzie się w piekle smażył.”

Nie można tolerować nietolerancji. To aksjomat. Inaczej dochodzi do jakiejś dziwnej, nieskończonej pętli paradoksu. Z resztą ludzie nie rozumieją samego słowa… „Tolerancja” od „tolerować”. Nie trzeba lubić czy pochwalać. Po prostu trzeba dać żyć. Jeśli Ci się coś, człowieku nie podoba to droga wolna. Bylebyś na ulicy nie wytykał palcami, na stos nie prowadził i wiecznym potępieniem nie groził. Żyj i daj żyć. Nic więcej. A, że walczymy o swoje? Dziwne? Przyjrzyj się swojemu zdziwieniu, wyjdź i przeproś świat. Każdy walczy o prawo do jak najlepszego życia dla siebie. Tylko skrajny hipokryta może mieć o to pretensje. Rozumiem, że jakby ktoś krzywdę komuś robił jakąś, to można mieć obiekcje, ba, należy je mieć! Ale tak na prawdę nic nikomu do tego z kim idę do łóżka, potem rano na zakupy i wyprowadzić psa. Bo tak na prawdę świat to gówno obchodzi. Za to zawsze znajdzie się ktoś z kompleksem. Ktoś, kto będzie chciał poczuć się lepszy.

Ostatnio jakoś często piszę. To chyba dobrze. Pozdrawiam wszystkich, którzy to-to czytają, nawet pomimo sprzecznych z moim światopoglądem czy po prostu nieprzyzwyczajonych do czytania o niektórych tematach jakie poruszam (szczególne pozdrowienia dla pewnej Kocicy, z którą rozmowa wiele mi dała).

Kimże jesteś?

Nowy tydzień – nowy wpis. Jak zwykle w moim przypadku pseudorefleksyjnie i nieco sentymentalnie.

Przeszperywałem w przerwach między przeglądaniem kolejnych slajdów z materiałoznawstwa internet i jak zwykle na coś ciekawego natrafiłem. Nie jest istotna konkretna strona, konkretne zajście, więc nie będę się zagłębiał. Przejdę zaś wartko ku meritum: nienawiść to fenomen wielce ciekaw. Ludzie to fenomen wielce ciekaw. Moje obserwacje mogą nieco nawiązywać do poprzedniego wpisu, jednak niejako od drugiej strony.
Hipokryzja z jaką na co dzień w sieci można się spotkać sięga niejednokrotnie absurdu, pod płaszczykiem pozornej anonimowości ukazujemy swoje prawdziwe oblicze, plując jadem tam, gdzie w prawdziwym świecie nie wypada. Co więcej nie mamy odwagi być konsekwentni w swoich czynach. Objawia się to w następujący sposób: na anonimowego Żyda, Muzułmanina, czarnego, Azjatę, Niemca, geja, księdza, kogokolwiek wiele ludzi gotowych jest z metaforycznymi nożami skakać. Jakaż krytyka się wtedy leje, jakież mocne są argumenty. W większości przypadków sprowadzają się one do „jebać niemcow”, „klechy pierdolone, pedałują ministranty”, „asfalt do afryki” <błędy zrobiłem celowo>. Ale kiedy okazuje się, że nasz najlepszy kumpel postanawia iść do seminarium, brat znalazł sobie chłopaka, a dziewczyna, w której od lat się kochamy pochodzi z Niemiec to jakoś inaczej śpiewamy.  Dostosowujemy swoje Żelazne i Jedyne Prawdziwe Poglądy do wymogów sytuacji. Na wszelkie świętości, jeśli już jesteś na tyle tępy, człowieku, żeby być do czegoś uprzedzony, to bądź konsekwentny i nie rób wyjątków. Albo w końcu przyznaj się do błędu i nie udawaj, że wszystko jest w porządku (co uważam za zgoła lepszą opcję).
Z drugiej strony zaś, jeśli wyszydzimy kolegę, z bratem zerwiemy kontakty, z dziewczyną damy sobie spokój… To co z nas za ludzie? Ile prawdy było w przyjaźni, braterstwie i jeśli nie miłości to zauroczeniu? Tu wychodzi się nie tylko na hipokrytę, ale do tego okrutnego. Przejrzyjmy wszyscy na oczy. To boli, tak jak boli spojrzenie w światło po miesiącu w ciemności. Jednak lepiej widzieć niż trwać w mroku.

Napisanie tego „artykułu” wymagało ode mnie pewnego autokrytycyzmu, gdyż sam zwróciłem uwagę, że jestem nieco uprzedzony np. do stanu kapłańskiego. Trudno mi się jednak chyba dziwić, skoro oficjelne stanowisko tegoż stanu jest wobec Ludzi Mojego Pokroju dość dobrze znane. Prawda jest jednak taka, że nie każdy ksiądz gotów na stosach palić. I trzeba mi to też do wiadomości przyjąć. Lecz trwać bezkrytycznie zamiaru nie mam ;).