Dzisiejszy dzień powitałem jakże optymistyczną konstatacją, że jestem w głębokiej dupie. Tak głębokiej, że już migdałki widać. Emocjonalnie doszedłem do pewnego ładu, jednak rzeczywistość jebnęła jak zwykle prosto w twarz. Z glana. O ile psychicznie problemów brak, to uczelnie przypomniała o swojej obecności w jakże subtelny sposób. Na jutro projekt, kartkówa, sprawozdanie i cholera wie co jeszcze. Się, kurwa, życia uczuciowego zachciało, z głową w chmurach łaziło, to teraz trzeba zbierać wszystko do kupy.

Niech mnie jakiś przystojny przytuli, albo w cholerę coś dziś rozniosę.

Znów osobista notka. Chyba jednak więcej takich będzie. Może na weekendzie skrobnę coś bardziej konstruktywnego. O ile metrologia mnie nie zabije.

Reklamy