Nowy tydzień – nowy wpis. Jak zwykle w moim przypadku pseudorefleksyjnie i nieco sentymentalnie.

Przeszperywałem w przerwach między przeglądaniem kolejnych slajdów z materiałoznawstwa internet i jak zwykle na coś ciekawego natrafiłem. Nie jest istotna konkretna strona, konkretne zajście, więc nie będę się zagłębiał. Przejdę zaś wartko ku meritum: nienawiść to fenomen wielce ciekaw. Ludzie to fenomen wielce ciekaw. Moje obserwacje mogą nieco nawiązywać do poprzedniego wpisu, jednak niejako od drugiej strony.
Hipokryzja z jaką na co dzień w sieci można się spotkać sięga niejednokrotnie absurdu, pod płaszczykiem pozornej anonimowości ukazujemy swoje prawdziwe oblicze, plując jadem tam, gdzie w prawdziwym świecie nie wypada. Co więcej nie mamy odwagi być konsekwentni w swoich czynach. Objawia się to w następujący sposób: na anonimowego Żyda, Muzułmanina, czarnego, Azjatę, Niemca, geja, księdza, kogokolwiek wiele ludzi gotowych jest z metaforycznymi nożami skakać. Jakaż krytyka się wtedy leje, jakież mocne są argumenty. W większości przypadków sprowadzają się one do „jebać niemcow”, „klechy pierdolone, pedałują ministranty”, „asfalt do afryki” <błędy zrobiłem celowo>. Ale kiedy okazuje się, że nasz najlepszy kumpel postanawia iść do seminarium, brat znalazł sobie chłopaka, a dziewczyna, w której od lat się kochamy pochodzi z Niemiec to jakoś inaczej śpiewamy.  Dostosowujemy swoje Żelazne i Jedyne Prawdziwe Poglądy do wymogów sytuacji. Na wszelkie świętości, jeśli już jesteś na tyle tępy, człowieku, żeby być do czegoś uprzedzony, to bądź konsekwentny i nie rób wyjątków. Albo w końcu przyznaj się do błędu i nie udawaj, że wszystko jest w porządku (co uważam za zgoła lepszą opcję).
Z drugiej strony zaś, jeśli wyszydzimy kolegę, z bratem zerwiemy kontakty, z dziewczyną damy sobie spokój… To co z nas za ludzie? Ile prawdy było w przyjaźni, braterstwie i jeśli nie miłości to zauroczeniu? Tu wychodzi się nie tylko na hipokrytę, ale do tego okrutnego. Przejrzyjmy wszyscy na oczy. To boli, tak jak boli spojrzenie w światło po miesiącu w ciemności. Jednak lepiej widzieć niż trwać w mroku.

Napisanie tego „artykułu” wymagało ode mnie pewnego autokrytycyzmu, gdyż sam zwróciłem uwagę, że jestem nieco uprzedzony np. do stanu kapłańskiego. Trudno mi się jednak chyba dziwić, skoro oficjelne stanowisko tegoż stanu jest wobec Ludzi Mojego Pokroju dość dobrze znane. Prawda jest jednak taka, że nie każdy ksiądz gotów na stosach palić. I trzeba mi to też do wiadomości przyjąć. Lecz trwać bezkrytycznie zamiaru nie mam ;).

Reklamy