Tag Archive: uprzedzenia


Inny czy taki sam?

Ha! prawdą jest, że czytać trzeba. Przeczytałem dwie książki i mi wena wróciła. w różnych miejscach można szukać inspiracji, ale nie ma chyba nic tak pobudzającego kreatywność jak dobra lektura.

A teraz do rzeczy:

Będzie o gejostwie, bo i dawno nie było. Ale nie tylko o tym, bo i rzadko tak u mnie bywało, żebym odnosił się tylko do tej kwestii. Otóż przykuły moją uwagę liczne stwierdzenia płynące czy to od KPH czy od innych organizacji postulujących o równe prawa dla każdej orientacji. Chodzi mi o zdania typu „jesteśmy tacy sami jak wszyscy”, „niczym się od Was (heteroseksualistów) nie różnimy” etc., etc.

Jestem zmuszony zaprotestować. Nie, nie jesteśmy tacy sami. Jesteśmy inni, często mocno. Tylko, że zawsze jest jakieś „ale”. Jedyną różnicą płynącą z nas samych jest „waginosceptycyzm” w przypadku mężczyzn i „penisowstręt” w przypadku kobiet. Resztę załatwiacie nam Wy, nasze drogie społeczeństwo (i nie kieruję tego broń Boże do czytelnika ad persona). Czym więc i dlaczego różnimy się od reszty? Proszę bardzo, co ważniejsze rzeczy wymienię w punktach:

1. Stereotypowy gej – gwiazdeczka.
Ekstrawaganckie zachowanie, ubiór, styl życia i inne dziwactwa. Wiadomo, że są tacy, zdania na ich temat są podzielone, nie mi oceniać i nie tym się tu zajmuję, więc nie przeczytacie czy to „cute” czy „przegięte”. Mogę dochodzić tylko przyczyn. Oczywiście każdy człowiek jest inny, ale wydaje mi się, że większość „gwiazdeczek” reaguje tak na zasadzie: będę się różnił możliwie najbardziej od otaczającego mnie shitu. I to nie koniecznie z premedytacją, może nawet podświadomie. Tak czy siak ja tu widzę silną opozycję do tak zwanej „normalności” zakłamanej u swych podstaw. Przynajmniej uważa tak mniej lub bardziej świadomie nasza „gwiazdka”.

2. Szaraczek.
Nikt by w życiu nie powiedział. Normalny chłopak, do Kościoła chodzi, na tacę da, wódki się napije, o cyckach kilka żartów powie. Ot kolejny kumpel, znajomy. Tak jest łatwo. Chować się przed zagrożeniem i ostracyzmem. Nie ma nic prostszego i nie ma co się rozwodzić. Tylko tutaj prędzej czy później wyjdzie szydło z worka i nie wiadomo wtedy co począć. Ale jakoś się toczy.

3. Działacz.
Często może, acz nie musi występować w połączeniu z punktem pierwszym. Działacz uświadamia ludzi dookoła siebie, że wszelkie przejawy ostracyzmu są złe. Wygłasza prelekcje, zapisuje się do różnych ruchów i chce uczynić świat dookoła lepszym. Jeśli nie dla siebie to dla przyszłych pokoleń.

4. Odsunięty.
Żyje w swoim świecie. Nie przejmuje się otaczającym światem, ogranicza się tylko do najbliższych znajomych, rodziny, partnera. Wynika to z przekonania, że walczyć z wiatrakami nie ma wielkiego sensu, z drugiej zaś strony nie wolno dać otoczeniu dyktować sobie warunków.

Mógłbym tak jeszcze wymieniać dość długo. Jest jeszcze jedna kwestia. Niektórzy dzięki swojej odmienności mogą spojrzeć na otaczający świat z nieco większym dystansem. Mogą się wyzbyć własnych uprzedzeń patrząc jakich sami doświadczają.

Tak niestety jest nie tylko w przypadku „homo”, ale w przypadku każdego kto w jakiś sposób jest wyjęty poza społeczną ramkę. Nie mieści się w marginesie odchyleń które można uznać za zwykłe. Urodził się nie tam i nie w tym czasie co trzeba.

Z drugiej zaś strony i tak jest coraz lepiej. Ja mam wspaniałych znajomych, z których jak dotychczas każdy przyjął wiadomość o mojej odmienności spokojnie, bez cienia negatywnej emocji. Może to dobrzy aktorzy, a może to ja dobrze dobieram sobie znajomków. Wolę wierzyć w to drugie. Tak czy siak, jeśli któryś z Was to czyta to dziękuję.

Chcę zaznaczyć, że w innych aspektach nie różnimy się specjalnie od całej reszty. Tak samo jemy, kochamy, cierpimy i się cieszymy. Tu KPH i spółka mają rację. I tego radzę się trzymać.

Dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
Isgalad

Reklamy

Bodaj dwa posty temu pisałem o tym, że w poszukiwaniu weny przeglądałem portale informacyjno-rozrywkowe. Pisałem też, że coś tam znalazłem, lecz uznałem, że „nudne to i głupie”. Po krótkim czasie jednak stwierdzam, że to wcale nie jest takie pewne, bo problem, który tam ujrzałem jest dość… Alarmujący i z drugiej strony żenujący. No i dość powszechny.

Otóż jakaś pani, prowadząca sobie bloga na portalu przeze mnie odwiedzonym, zadzwoniła do swojego „eks” z życzeniami imieninowymi. Tu nastąpi parafraza rozmowy, nie dosłowny cytat, bo nie pamiętam adresu bloga pani.

[P]ani: Wszystkiego najlepszego, zdrowia, szczęścia, pomyślności, tolerancji...
[E]ksio: Nie lubię gejów.
[P]: W takim razie nie jesteś tolerancyjny.
[E]: To ty nie jesteś tolerancyjna bo nie tolerujesz tego, że ich nie lubię.

Autorka w podsumowaniu dochodzi do wniosku, że takie mamy dzisiaj czasy i taką tolerancję, że złego słowa na gejów powiedzieć nie można i trzeba się kryć z własnymi poglądami.

Ehh… To wywołuje moje autentyczne westchnienie. Od czego by tu zacząć? Nie lubię Białorusinów. Mam takich sąsiadów i za grosz spokoju. Murzynów też nie lubię. I heteryków też. Blondynów nie cierpię. A rude to wszystko fałszywe.

W dupach się ludziom przewraca, ot co. Od zawsze. Po pierwsze, ja rozumiem, że można czegoś nie pochwalać, nie cieszyć się z kolejnych gejątek dokonujących coming-outów etc. Ale czy tak ciężko zrozumieć, że to nie zależy od człowieka jaki pod względem orientacji się urodzi? Murzynów też piętnowano, bo byli w jakiś sposób inni. Większość uprzedzeń wynika z prostego zjawiska: ludzie lubią być od kogoś lepsi. Lubią wiedzieć, że jest ktoś gorszy. „Biję żonę, niedobrze, ale ten pedał spod jedynki to na pewno będzie się w piekle smażył.”

Nie można tolerować nietolerancji. To aksjomat. Inaczej dochodzi do jakiejś dziwnej, nieskończonej pętli paradoksu. Z resztą ludzie nie rozumieją samego słowa… „Tolerancja” od „tolerować”. Nie trzeba lubić czy pochwalać. Po prostu trzeba dać żyć. Jeśli Ci się coś, człowieku nie podoba to droga wolna. Bylebyś na ulicy nie wytykał palcami, na stos nie prowadził i wiecznym potępieniem nie groził. Żyj i daj żyć. Nic więcej. A, że walczymy o swoje? Dziwne? Przyjrzyj się swojemu zdziwieniu, wyjdź i przeproś świat. Każdy walczy o prawo do jak najlepszego życia dla siebie. Tylko skrajny hipokryta może mieć o to pretensje. Rozumiem, że jakby ktoś krzywdę komuś robił jakąś, to można mieć obiekcje, ba, należy je mieć! Ale tak na prawdę nic nikomu do tego z kim idę do łóżka, potem rano na zakupy i wyprowadzić psa. Bo tak na prawdę świat to gówno obchodzi. Za to zawsze znajdzie się ktoś z kompleksem. Ktoś, kto będzie chciał poczuć się lepszy.

Ostatnio jakoś często piszę. To chyba dobrze. Pozdrawiam wszystkich, którzy to-to czytają, nawet pomimo sprzecznych z moim światopoglądem czy po prostu nieprzyzwyczajonych do czytania o niektórych tematach jakie poruszam (szczególne pozdrowienia dla pewnej Kocicy, z którą rozmowa wiele mi dała).

Kimże jesteś?

Nowy tydzień – nowy wpis. Jak zwykle w moim przypadku pseudorefleksyjnie i nieco sentymentalnie.

Przeszperywałem w przerwach między przeglądaniem kolejnych slajdów z materiałoznawstwa internet i jak zwykle na coś ciekawego natrafiłem. Nie jest istotna konkretna strona, konkretne zajście, więc nie będę się zagłębiał. Przejdę zaś wartko ku meritum: nienawiść to fenomen wielce ciekaw. Ludzie to fenomen wielce ciekaw. Moje obserwacje mogą nieco nawiązywać do poprzedniego wpisu, jednak niejako od drugiej strony.
Hipokryzja z jaką na co dzień w sieci można się spotkać sięga niejednokrotnie absurdu, pod płaszczykiem pozornej anonimowości ukazujemy swoje prawdziwe oblicze, plując jadem tam, gdzie w prawdziwym świecie nie wypada. Co więcej nie mamy odwagi być konsekwentni w swoich czynach. Objawia się to w następujący sposób: na anonimowego Żyda, Muzułmanina, czarnego, Azjatę, Niemca, geja, księdza, kogokolwiek wiele ludzi gotowych jest z metaforycznymi nożami skakać. Jakaż krytyka się wtedy leje, jakież mocne są argumenty. W większości przypadków sprowadzają się one do „jebać niemcow”, „klechy pierdolone, pedałują ministranty”, „asfalt do afryki” <błędy zrobiłem celowo>. Ale kiedy okazuje się, że nasz najlepszy kumpel postanawia iść do seminarium, brat znalazł sobie chłopaka, a dziewczyna, w której od lat się kochamy pochodzi z Niemiec to jakoś inaczej śpiewamy.  Dostosowujemy swoje Żelazne i Jedyne Prawdziwe Poglądy do wymogów sytuacji. Na wszelkie świętości, jeśli już jesteś na tyle tępy, człowieku, żeby być do czegoś uprzedzony, to bądź konsekwentny i nie rób wyjątków. Albo w końcu przyznaj się do błędu i nie udawaj, że wszystko jest w porządku (co uważam za zgoła lepszą opcję).
Z drugiej strony zaś, jeśli wyszydzimy kolegę, z bratem zerwiemy kontakty, z dziewczyną damy sobie spokój… To co z nas za ludzie? Ile prawdy było w przyjaźni, braterstwie i jeśli nie miłości to zauroczeniu? Tu wychodzi się nie tylko na hipokrytę, ale do tego okrutnego. Przejrzyjmy wszyscy na oczy. To boli, tak jak boli spojrzenie w światło po miesiącu w ciemności. Jednak lepiej widzieć niż trwać w mroku.

Napisanie tego „artykułu” wymagało ode mnie pewnego autokrytycyzmu, gdyż sam zwróciłem uwagę, że jestem nieco uprzedzony np. do stanu kapłańskiego. Trudno mi się jednak chyba dziwić, skoro oficjelne stanowisko tegoż stanu jest wobec Ludzi Mojego Pokroju dość dobrze znane. Prawda jest jednak taka, że nie każdy ksiądz gotów na stosach palić. I trzeba mi to też do wiadomości przyjąć. Lecz trwać bezkrytycznie zamiaru nie mam ;).